Błogosławieni którzy… | Dom Ogrodnika

Błogosławieni którzy…

Data04-12-2009
KategoriaBlog
Komentarze

Błogosławieni, którzy wstają wcześnie…dziś jechałam na zajęcia, które zaczynały się o 8-mej.

Po wielu tygodniach pogody “ni-to-jesiennej” przyszła wyżowa pora z przymrozkiem pierwszym od dawna. Słońce wschodziło bardzo pięknie, tarzało się w szybach wysokich budynków,czysto-pomarańczowe. Przyznam, że od dawna ta chwila mnie omijała, noce moje zaczynają się zbyt późno, by dni mogły zaczynać się wcześnie. A dziś, na ten widok, uderzyło mnie ile tracę.

To słońce, te dachy biało przypruszone..to wszystko było mało kiedy zobaczyłam Księżyc: wielki, na dzień po pełni, bardzo nisko nad zachodnim horyzontem. Świecił całym sobą sponad szarej krawędzi blokowiska. W takie dni on wydaje się być kryształowy i lekki, przejrzysty. Błogosławieni, którzy wstają wcześnie. Inni ci co brną daleko w ciemność nocy, by zasnąć dopiero gdy wszystko zdaje się być już skończone.

Wsiadłam w autobus jadący w kierunku Skarpy. A tam niewiele dalej niż kilometr od mojego domu świat był już inny. Zimna mgła zalegała wielki kwartał ulic. Nie było śladu cytrusowego słońca, nie było śladu Księżyca. Wyobraziłam sobie to wielkie rozlewisko wilgoci ciągnące się daleko, znad rzeki.

Czy i jutro uda mi się wstać równie wcześnie? Wcześniej może?

Popołudnie całego tego słonecznego dnia spędziłam na Żoliborzu z O. Przeszłyśmy się ulicami wokół placu Wilsona.  Zaglądałam do starych ogrodów, wspinałam się wzrokiem za pędami bluszczu i wina rozpiętymi po elewacjach przedwojennych willi. Ile starych cisów tam rośnie, ile bluszczy kwitnących – o pniach jak drzewa!

Byłyśmy na placu Słonecznym, na Śmiałej podziwiałam owoce zimozielonej trzmieliny. Sikorki uwijały się się w tle zarośli.Do tego spaceru już czuję jak będę powracać..

Nie zasłużyłam? Czy może dostałam to co mi się słusznie należy?

Komentarze
Dodaj komentarz

*