Dobrze jest wracać…dobrze, o ile jest dokąd! | Dom Ogrodnika

Dobrze jest wracać…dobrze, o ile jest dokąd!

Data04-11-2010
KategoriaBlog
Komentarze

Minęło mnóstwo czasu od ostatniego wpisu, minęło mnóstwo czasu od chwili kiedy okazało się, że już mogę tworzyć tę stronę. Wszystko się jednak tak układało, że nie miałam dość czasu i skupienia by robić to dobrze. Wracam zatem pełna niecierpliwości na to wszystko co będzie się “tutaj” działo. Zostawiłam moją stronę odłogiem, tak to trzeba nazwać. I nawet jeśli nie zarosła chwastami..to jest jak ugór. Ale patrzę na nią z iście wiosennej perspektywy, mimo że za oknem zaczyna się na dobre rozkręcać listopad.

W ostatnią sobotę miała miejsce kolejna edycja spotkań z cyklu “Ogrodowy Mariensztat”. Jak zawsze dziękuję Ani i Beniaminowi, że gościli nas w swojej Kawiarni Ogrody. Dziękuję też niezawodnej Asi Gałązce z SGGW i pani Ewie Szulc, która nas zaszczyciła swoją obecnością. Tutaj linki informujące o tym “co i jak” :

http://www.nastrojowyogrod.pl/2010/11/ogrody-i-fani/

http://ogrodowy-mariensztat.blogspot.com/

Pogoda nam dopisała. Koniec października: słoneczny z temperaturą w nocy +6 st.C a w dzień powyżej +12 st.C to naprawdę jest coś. Asia Gałązka i Marta Bajer przywiozły mnóstwo hmmm…w czasach szkoły podstawowej nazywało się to “skarby jesieni”. Myślę, że to właściwe określenie dla tej barwnej niespodzianki, którą przygotowały. Miały ze sobą drobne kwiaty, owoce rajskiej jabłoni, głogu,irgi,  ligustra i wiele innych inspirujących drobiazgów. Na kawiarnianym stoliku, który zamienił się w mini warsztat florystyczny, królowały ciepłe czerwienie i barwa koralu. Widać to świetnie na zdjęciach p. Ewy Szulc. Asia i Marta na naszych oczach z tworzyły radosne i kruche drobiazgi. Instruowały jak łączyć elementy by powstała bransoletka czy naszyjnik. Asia zademonstrowała nam “matematyczną metodę” zakręcania bigli do kolczyków.

To wszystko zabawa, można by powiedzieć, ale tak naprawdę to bardzo wiele. Spotkaliśmy się w słoneczny dzień, mogliśmy “zatrzymać się na chwilę” by robić coś z niczego. Robienie kwiatowej biżuterii to radość sama w sobie. Jest czas by dokładnie przyjrzeć się kwiatom, owocom krzewów. Jest chwila by docenić kruchość ich materii i przypomnieć sobie o wszelkiej nietrwałości. Tym bardziej, że spotkanie odbyło się na niedługo przed Dniem Wszystkich Świętych.

Podczas naszego spotkania, w dość skromnym gronie doszłam do wniosku, że nie w tym rzecz by przyszło wiele osób. Rzecz w tym by były to osoby autentycznie zainteresowane. Tak właśnie było ostatnim razem. Było wielką przyjemnością doświadczać wspólnego skupienia i dzielić autentyczne zainteresowanie. Dawno tego nie czułam.

Oczywiście zależy mi na tym by “uczyć” ogrodowej przyjemności kolejne osoby, by dzielić się entuzjazmem i zarażać pasją, ale nic na siłę. Tak jak najintensywniejsze może być spotkanie dwóch osób, mam na myśli randkę, tak warto pamiętać, że to obopólne zaangażowanie jest źródłem energii we wszelkich relacjach…również tych ogrodowych!!!

Pragnę jeszcze raz podziękować Asi za niespodziewany prezent. Za pamięć! Asia pamiętała, że zbieram stare książki ogrodnicze. Dostałam od niej broszurkę z Biblioteki dla praktyków  pt: “Żywopłoty morwowe” autorstwa Jana Descoursa.  Poświęcona jest ona zakładaniu żywopłotów morwowych dla potrzeb jedwabnictwa.

Wśród zdjęć znajdują się takie, które przedstawiają “żółwińskie siewki selekcyjne”. Brzmi to bardzo abstarakcyjnie, ale dla mnie o dziwo nie. Mając kilkanaście lat przechodziłam przez etap “końskiej gorączki” co oznacza tyle, że marzyłam by mieć konia, spędzić resztę życia na końskim grzbiecie, albo przynajmniej w stajni. Jeździłam wtedy konno w Ludowym Klubie Sportowym właśnie w Żółwinie. Za stajniami rosły w długich rzędach morwowe żywopłoty.  Do pewnego momentu witki ułamane z nich świetnie zastępowały nam palcaty. Były proste, elastyczne a duże sercowate liście dawały się usunąć za jednym pociągnięciem. Zatem – morwowe żywopłoty nie tylko dla jedwabników…

Ten prezent podsunął mi myśl by kiedyś na któreś z naszych spotkań zaprosić kogoś z jedwabnikami…Zobaczymy.       Tak czy inaczej: Asiu, dziękuję jeszcze raz!

Komentarze
Dodaj komentarz

*